sobota, 13 lutego 2010
JESIENNIE
owinięta zapachem rozpalonych garnków
wzrok przejrzysty przeniosła
i wsparła na oknie
a tam pięciopalczaste drzewo
wielką dłonią macha
wrzos w liliowym zamgleniu
cicho w polu moknie
pozbierała zabawki
ułożyła klocki
na półkach plastikowe zarżały koniki
a tam za oknem drzewa
rozrzucają szczodrze
żołędziowych wojsk krocie
z kasztana ludziki
pozbierała pranie
szumiała żelazkiem
poczytała dzieciom
do magla pobiegła
oślepła w zatroskaniu
ogłuchła w bełkocie
kobieta w trosce zamknięta
jesieni nie dostrzegła
sobota, 6 lutego 2010
GDYBYM BYŁ BOGATY
trzeszczą stare kości wiekowych platanów
ciska wicher w błoto liściaste dukaty
stara zmora śwista
w dziuplach i zaroślach
ach, cóż byś uczynił
gdybyś był bogaty ?
chylą się ku ziemi wioseczki rodzimej
próchniejące płoty
przykucnięte chaty
skrzeczy na parkanie potargana sroka
a cóż byś ty zrobił
gdybyś był bogaty !
gdybym był bogaty
miałbym biczyk z piasku
kolasę wygodną
zaprzężoną w myszy
w księżycowym cudnym
kąpałbym się blasku
i kupił na zapas
cztery worki ciszy
ciska wicher w błoto liściaste dukaty
stara zmora śwista
w dziuplach i zaroślach
ach, cóż byś uczynił
gdybyś był bogaty ?
chylą się ku ziemi wioseczki rodzimej
próchniejące płoty
przykucnięte chaty
skrzeczy na parkanie potargana sroka
a cóż byś ty zrobił
gdybyś był bogaty !
gdybym był bogaty
miałbym biczyk z piasku
kolasę wygodną
zaprzężoną w myszy
w księżycowym cudnym
kąpałbym się blasku
i kupił na zapas
cztery worki ciszy
(nie) BAJKA
| |
PIELGRZYM
jestem pielgrzymem od zawsze
od miasta do miasta
wiedzie mnie ręka nieznana
nie mam kostura ni worka
grzechów nie pamiętam
przyjaciół gubię jak się
gubi klucze
w tą samą wodę nie wchodzę
dwa razy
stare adresy trzymam w niepamięci
czasem twarz czyjaś do czyjejś
podobna zawróci myśli
jak łódkę przez wiosła
uśmiecham się lub płaczę
do wspomnień dziecięcych lamentów
miasto moje rodzinne
moje(ś) i już nie moje
piękniejesz z dala i rośniesz
choć sercem cię nie ponaglam
a ja się kurczę co roku
jak gałgan wełniany
na deszczu
od miasta do miasta
wiedzie mnie ręka nieznana
nie mam kostura ni worka
grzechów nie pamiętam
przyjaciół gubię jak się
gubi klucze
w tą samą wodę nie wchodzę
dwa razy
stare adresy trzymam w niepamięci
czasem twarz czyjaś do czyjejś
podobna zawróci myśli
jak łódkę przez wiosła
uśmiecham się lub płaczę
do wspomnień dziecięcych lamentów
miasto moje rodzinne
moje(ś) i już nie moje
piękniejesz z dala i rośniesz
choć sercem cię nie ponaglam
a ja się kurczę co roku
jak gałgan wełniany
na deszczu
TELEFON Z SALI 107
powiedziała że jest chora a serce
nie sługa
kołacze jak u zająca
to znowu zamiera zupełnie
ćmą szarą ku światłu
trzepocze a jej lęk
o codzienność gubi włos
po włosie
marzenia ciekną słono
szpitalną koszulą
krępując ciasno nogi
co rano na parapecie życie jak
samobójca układa brudne
stopy nie mając odwagi
wzlecieć
a jutro - jak nadejdzie?
w głosie miała szelest
jesiennych liści
aromat szałwii
ostatnie słowa udławiła szronem
wzrok zamieniła w słuch
tak małe dziewczynki
zamieniają się lalką "na zawsze"
już nigdy nie będzie jastrzębiem
ale czy życie gołębia
jest mniej warte?
piątek, 5 lutego 2010
CZAS POMIĘDZY
nie zima przyszła nagle
bowiem już nie jesień
to taki czas >pomiędzy<
nie życiem a życiem
na grobach wiatr wpycha w kieszeń
dawno opadłe liście
bure szczeźnięte banknoty
przydatne w niebycie
jak stary podarty parasol
łudzisz się w przedpokoju
że wielkie nadejdą ulewy
i jeszcze wybiorą z szeregu
załopoczesz jak dawniej
- nic to druty złamane !
że nie włożą w mogiłę
z pierwszym nadejściem śniegu
czwartek, 4 lutego 2010
ZIMOWY WIERSZ
zimą się wierszy nie pisze
zimą się wiersze czyta
Leśmiana Tuwima Szymborską
bo vena śpi wtedy - i kwita
zimą sie wierszy nie pisze
bo zimno zbyt mokro i ciemno
trzeba się zaszyć w zacisze
z herbaty mieszanką tajemną
i siorbać dumając - szeleścić
kartkami białymi jak skrzydła
stronice oczami pieścić
własnego nie tworząc straszydła
pierwiosnków doczekać pierwszych
klekoty - rechoty usłyszeć
wszak w zimie nie pisze się wierszy
zimą pisze się ciszę
SMUTNA KOLĘDA
dawno nie widziałam gwiazdora
z rumieńcem jak rajskie jabłka
anioła o skrzydłach z bibuły
diabła z sadzą na nosie
... bracia patrzcie jeno...
od domu do domu snują się
szarzy bezdomni
zmarznięta kolęda
nie wybrzmiewa na sztywnych językach
... jak niebo goreje...
na betlejemskiej pocztówce
zimowa sceneria z ogniskiem
które nie ziębi nie grzeje
ot, szopka
... coś dziwnego...
NIEPRZYSTOSOWANY
z życiem podkulawionym
chociaż sam nie chromy
walczy samotnie z cieniami przeszłości
w zimnym domu wiaderko
doczekało się lustra
piec rozmawia z oknami
tylko w najtęższy mróz
przyjaciele ogrzeją
bezpłatną miłością
sześć kotów i dwa psy
za kilka misek pod progiem
i rękę od serca mniejszą
jeszcze śnieg leży
gdy prosi - przypomnij
bym wiosną okienko uchylił
w piwnicy - trzeba wypuścić
motyle
ZADYMKA
wierci kręci kłębi gna
posuwiście z wyciem świstem
gdzieś w kominie
hu hu ha !
ze świątecznym pędzi listem
z kry - na krę
i z rowu - w rów
byle prędzej- byle dalej
słychać w polu jazgot psów
to nie wiatr - to jakiś szalej!
próżno stopy znaczą ślad
jęczy w szparach mroźny flet
nagle cicho w polu siadł
i rozwinął biały pled
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)