sobota, 6 lutego 2010
TELEFON Z SALI 107
powiedziała że jest chora a serce
nie sługa
kołacze jak u zająca
to znowu zamiera zupełnie
ćmą szarą ku światłu
trzepocze a jej lęk
o codzienność gubi włos
po włosie
marzenia ciekną słono
szpitalną koszulą
krępując ciasno nogi
co rano na parapecie życie jak
samobójca układa brudne
stopy nie mając odwagi
wzlecieć
a jutro - jak nadejdzie?
w głosie miała szelest
jesiennych liści
aromat szałwii
ostatnie słowa udławiła szronem
wzrok zamieniła w słuch
tak małe dziewczynki
zamieniają się lalką "na zawsze"
już nigdy nie będzie jastrzębiem
ale czy życie gołębia
jest mniej warte?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz